Nie taka konina straszna jak ją malują.
Nie taka konina straszna jak ją malują – trochę historii!Nasi przodkowie mieli zupełnie inne nastawienie do koniny niż my obecnie. Od pierwszego momentu spotkania koni z człowiekiem służyły one jako” żywe spiżarnie mięsa”. Dopiero w okresie starożytnym posłużyły jako środek transportu, ale i tak nadal stanowiły świetne źródło pożywienia.
Ale od początku.
W epoce kamienia łupanego człowiek chętnie żywił się tym mięsem, oczywiście jeśli udało mu się go upolować. Konina była ulubionym pożywieniem Tatarów, Germanów i Wikingów. W czasach pogańskich konina spożywana była również obrzędowo, najlepszym zwierzęciem ofiarnym, składanym bogom był właśnie koń. Siłom nadprzyrodzonym ofiarowywano najlepsze części ze zwierzęcia tj. głowę, język, krew i wątrobę, a pozostałe części spożywali uczestnicy ceremonii. Przyjmuje się że praktyka spożywania koniny w średniowiecznej europie była powszechna.
Skąd zatem niechęć do tego mięsa?.
Otóż źródło swoje wzięła ona z czasów wczesnego chrześcijaństwa. Historycy są zdania, że kult składania ofiar z konia a tym samym i praktykę spożywania koniny, powstrzymał w Europie w VIII wieku święty Bonifacy. Pouczał nawracanych na chrześcijaństwo, że mięso końskie jest nieczyste i sprowadza na ludzi trąd. W krajach do których nie dotarło chrześcijaństwo bądź NIE ROZWINĘŁO się, spożycie koniny nigdy nie zostało powstrzymane i trwa do dziś. Przykładem niech będą Chiny oraz Japonia, gdzie mięso i przetwory końskie uchodzą za największy przysmak. Po tysiącletniej przerwie do spożywania mięsa końskiego, jako pierwsi w Europie powrócili Duńczycy. Podczas oblężenia Kopenhagi w czasie wojen napoleońskich, rząd doński wprowadził nakaz sprzedaży tego mięsa.
Zła sytuacja, brak żywności w XIX wiecznej Europie spowodowały zainteresowanie koniną. Około 1850 roku wysokie ceny wołowiny i wieprzowiny w Niemczech, Włoszech, Austrii i Belgii zmusiły konsumentów do zmiany upodobań kulinarnych. Jednocześnie Francuzi zaczęli propagować potrawy właśnie z koniny. Powoli do Europy powrócił zwyczaj spożywania koniny.
Obecnie żadnych uprzedzeń do spożywania koniny
nie mają Włosi – najwięksi od lat konsumenci koniny w Europie. Polskie mięso uznawane jest tam za przysmak i delikates. Zdaniem Anny Małcużyńskiej z Animeksu, podobną opinię o polskim mięsie końskim wygłaszają smakosze z Japonii – Animex eksportuje tam rocznie 300 ton koniny pakowanej próżniowo. Stanowi ona dla Japończyków egzotyczny przysmak.
Opinie włoskich i francuskich fachowców mają duże znaczenie. Oni właśnie kierują kampaniami mającymi zachęcić mieszkańców naszego kontynentu do jedzenia koniny. Kolejne niepokojące sygnały – choroba wściekłych krów, informacje o dioksynach w świńskim mięsie i rosnąca liczba alergików uczulonych na wieprzowinę i wołowinę – sprawiły, że Europejczycy zaczęli wzbogacać swoje menu nowymi rodzajami mięs, na przykład kangurzym, strusim i końskim. Z danych Eurostatu wynika, że w ostatnich dziesięciu latach o 140 proc. wzrosło spożycie koniny w Belgii, w Danii – o 20 proc., a w Niemczech – o 22,5 proc. Mięso końskie, o charakterystycznym słodkawym smaku, uchodzi za “zdrowe” (co znaczy, że ryzyko zarażenia się chorobą odzwierzęcą po jego spożyciu jest znacznie mniejsze niż wypadku innych rodzajów mięs) i rzadziej powoduje alergie.
Początki polskiej państwowości oddaliły konia od stołu. Duże ilości dzikiej zwierzyny, którą myśliwi tropili we wspaniałych puszczańskich ostojach, stały się głównym dostarczycielem białka. Wieki średnie przyniosły niejako „renesans” tego pokarmu o doświadczeniach gastronomicznych świadczyły zarówno wtręty kuchni wschodniej – wojaże zastępów tatarskich, którzy w pewnych okresach czasu byli przecież sojusznikami Polaków – jak też i dania serwowane i zapożyczone z innych kuchni, zwłaszcza włoskiej i angielskiej. Wówczas to z dworu królewskiego w okresie do XVIII w. wyszedł zwyczaj podawania pieczeni hetmańskiej, przyrządzanej z młodych źrebiąt.
Potem ponownie pogniewano się z koniną. Co prawda w jadłospisach zachowały się typowe „słowiańskie” przysmaki, jak kabanosy i tatar – ich wschodnie pochodzenie wydaje się niezaprzeczalne. Jednak brak odpowiednich przepisów dotyczących „obróbki” wstępnej mięsa – przy jego lekko słodkawym smaku – spowodowało, że zarzucono znowu dania tego typu.
W latach międzywojennych, a zwłaszcza w okresie okupacji, konina znów zaczęła gościć na polskich stołach. Było to podyktowane niską ceną mięsa końskiego, co przy niewysokich płacach zmuszało do wyboru koniny. Z tego czasu wywodzi się sporo dań, które można polecić nawet najwybredniejszym smakoszom. Podczas okupacji znane były zawiesiste zupy, przyrządzane z końską wkładką. Pieprzny gulasz z polskimi kluskami dominował na stołach śląskich. W Warszawskiem lubowano się w pyzach z wątróbką oraz kwaszoną czerwoną kapustą. No i – rewelacja polecana na terenie Generalnego Gubernatorstwa – wyśmienita, bejcowana pieczeń końska na dziko, chociaż bez śmietany, jednakże z sosem podprawianym kwaśnym mlekiem i mąką.
W latach czterdziestych i pięćdziesiątych Polska stała się prawdziwym mocarstwem, jeżeli chodzi o eksport koni. Złożyły się na to dwie przyczyny: po pierwsze – lansowano pogląd, że koń jest pasożytem zjadającym zbyt dużo owsa, stąd ubój młodych koni, które miały być zastąpione przez traktory, stał się zjawiskiem powszechnym po drugie – wysokie ceny eksportowe i „zapas” tego towaru na naszym rynku otworzył przed nami wrota w Zachodniej Europie, gdzie przysmakiem stała się konina i szynka made in Poland.






